Bieżąca sytuacja ekonomiczno-polityczna świata – Trader21

major-economics-program-header-clark-university

Rozmowa Janusza Zagórskiego (NTV) z Trader21 (http://independenttrader.pl/) na temat dogorywającej światowej nierządnicy polityczno-ekonomicznej 🙂

 

Wątki rozmowy:

  • Brexit
  • dodrukowanie pieniędzy przez Europejski Bank Centralny
  • wybory w Austrii
  • niekontrolowany dodruk i podaż pieniędzy w USA
  • następstwa Brexitu
  • jak zachowa się światowa finansjera ?
  • pucz w Turcji, ISIS
  • wybory w USA

„Czarny poniedziałek” w Chinach. Panika w Europie.

Mocne rozpoczęcie ekonomicznego tygodnia na świecie:) Poniższej artykuł, który znalazłem na http://www.biznes.pl

—————————————————————-

„CZARNY PONIEDZIAŁEK” W CHINACH. EKSPERCI: MAMY PRAWDZIWĄ KATASTROFĘ.

W nocy z niedzieli na poniedziałek główny indeks chińskiej giełdy spadł o 8,5 proc. To spowodowało totalny pogrom na pozostałych rynkach. Panikuje również Europa, traci złoty i KGHM. – Mamy prawdziwą katastrofę i nic nie jest w stanie tego zatrzymać – mówią wprost analitycy. Czy to początek światowego krachu?

7b7156859cf312bd51b5e43d90531175

To jest kolejny fatalny poniedziałek dla chińskich inwestorów. Indeks giełdy w Szanghaju spadł dziś o 8,5 proc. Tym razem jednak już nikt nie ukrywa, że lepiej nie będzie. Mleko się rozlało. Fala spadków ogarnęła najpierw Azję, a kiedy słońce wstało nad Europą, również nasze parkiety zalały się czerwienią.

Tąpnięcie w Azji

Spadki na giełdzie w Szanghaju wywołały falę spadkową w całej Azji. Japoński indeks Nikkei 225 spadł o 4,62 proc. Drugi najważniejszy tokijski indeks Topix stracił jeszcze więcej – 5,86 proc., najwięcej od 2013 roku. Akcje na Tajwanie w trakcie sesji zniżkowały nawet o 7,5 proc., ostatecznie jednak skończyło się spadkiem o 4,84 proc.

Tym razem nie należy już liczyć na to, że to gwałtowna, ale jednak chwilowa korekta. – Na rynkach mamy prawdziwą katastrofę. Wydaje się, że nic nie jest w stanie tego zatrzymać – przyznaje Polskiej Agencji Prasowej Chen Gang, analityk Heqitongyi Asset Management Co. w Szanghaju.

Nader Naeimi, ekonomista AMP Capital Investors Ltd. w Sydney również twierdzi, że będzie jeszcze gorzej.

– Trudno osądzić, czy inwestorzy przesadzili z reakcją, czy rynek jest blisko dna – powiedział PAP Alex Kwok, analityk China Investment Securities w Hongkongu. Nie ma jednak wątpliwości, ze to co się stało to już jest katastrofa, a jeśli nastąpi jakiekolwiek odbicie, będzie jedynie kosmetyczne i nie będzie  miało większego znaczenia. Rynki zmierzają teraz ku otchłani.

To, co dzieje się w Azji natychmiast przełożyło się na nastroje w Europie. Dax – indeks niemieckiej giełdy w poniedziałek w południe tracił 2,8 proc. Brytyjski FTSE 100 i francuski CAC 40 podobnie.

Choć notowania w USA jeszcze się nie rozpoczęły ze względu na różnicę stref czasowych, już teraz widać, że tamtejszego rynku również nie ominie fala wyprzedażowa. Kontrakty na indeks Dow Jones prze południem traciły ponad 2 proc., kontrakty na S&P500 zniżkowały o 1,7 proc.

Gigantyczną przecenę zanotowały surowce. Jak zauważa Financial Times” indeks cen surowców Bloomberg Comodity spadł do poziomów najniższych w tym stuleciu. Azjatycki „czarny poniedziałek” sprowadził notowania amerykańskiej ropy WTI poniżej 40 dol. za baryłkę, czyli najniżej od lutego 2009 roku. Ropa Brent potaniała o 2 proc. do 44,5 dol. za baryłkę, czyli do poziomu z marca 2009 roku.

Traci polska giełda, KGHM i złoty

Fala spadków nie ominęła Polski. W południe WIG20 był przeceniany już o ponad 3 proc. proc, dużo gorzej miały się średniaki – mWIG40 spadał o 3,9, a indeks najmniejszych spółek sWIG80 aż 4,4 proc.

Najmocniej to, co dzieje się w Chinach odczuwa KGHM. Około 12.00 akcje polskiego miedziowego giganta traciły już 7 proc. To dlatego, że KGHM jest jednym z największych producentów miedzi na świecie, a Chiny odpowiadają za 40 proc. jej zużycia.

– W miniony piątek pojawił się wyjątkowo słaby wstępny odczyt indeksu PMI dla przemysłu Chin za sierpień – był on wręcz najniższy od 6 i pół roku. Z kolei dzisiaj rano notowaniom miedzi (i wielu innych surowców) dodatkowo ciąży przecena na tamtejszym rynku akcji, która jest odzwierciedleniem obaw o przyszłość gospodarki Państwa Środka – wyjaśnia Dorota Sierakowska, analityk DM BOŚ w raporcie surowcowym.

Z powodu Chin traci również polska waluta. W nocy na wieść o trzęsieniu w Azji euro gwałtownie się umocniło wobec złotego. Po 12.00 w poniedziałek za euro płacimy już 4,23 zł i zdaniem analityków Banku Pekao, jeśli w najbliższych dniach doniesienia z chińskiej gospodarki nadal będą niepokoić, wkrótce euro dojdzie do poziomu 4,3 zł.

Co się właściwie stało?

Chiński rynek akcji traci od połowy czerwca. W zeszłym tygodniu indeksy chińskiej giełdy spadły o kolejne 11 proc. Na dodatek w piątek pojawiły się fatalne dane z chińskiego przemysłu.

Indeks PMI, który określa koniunkturę w przemyśle miał lekko wzrosnąć, tymczasem jeszcze spadł. W lipcu jego odczyt był na poziomie 47,8 pkt. Analitycy spodziewali się, że w sierpniu wzrośnie do 48,2 pkt., tymczasem PMI spadł jeszcze niżej do poziomu 47,1 proc. To najniższy odczyt od marca 2009 roku.

Należy przypomnieć, że indeks PMI jest niezwykle ważny dla inwestorów. Jeśli jego odczyt jest powyżej 50 pkt. to oznacza, że przemysł się rozwija, natomiast jeśli jest poniżej tej granicy, przemysł kurczy się. Skoro piątkowe dane pokazały, że chiński przemysł kurczy się coraz szybciej, nie należy się dziwić, że inwestorzy spanikowali.

Bezpośrednią przyczyną poniedziałkowego pogromu było jednak to, co wydarzyło się w weekend. A raczej to, co się nie wydarzyło. Inwestorzy liczyli, że po tak słabych danych i spadkach na giełdzie komunistyczne władze ogłoszą jakieś działania, które wesprą rynek akcji. Nic takiego jednak się nie wydarzyło, dlatego rozpoczęła się tak dramatyczna wyprzedaż.

Wszystko zaczęło się 12 czerwca

Po roku hurraoptymistycznych wzrostów, które spowodowały, że wartość akcji na chińskiej giełdzie skoczyła o 150 proc., w końcu przyszedł czas na korektę. Przyszła 12 czerwca. Od tamtej pory do początków lipca indeks Shanghai Composite stracił 25 proc., a z giełdy wyparowały niemal 3 biliony dolarów.

Władze chińskie poczuły się zaniepokojone, dlatego w niedzielę 5 lipca ogłosiły specjalny program ratunkowy. Zamroziły m.in. debiuty nowych spółek na parkiecie (tzw. IPO) i utworzyły fundusz ratunkowy o wartości 19 mld dol., na który zrzucić miało się 21 brokerów, którzy mają skupować akcje o największej kapitalizacji. Kilka dni później sięgnięto po jeszcze bardziej radykalnie środki: wprowadzono sześciomiesięczny zakazał sprzedaży akcji akcjonariuszom kontrolującym spółki i takim, którzy posiadają więcej niż 5 proc. udziałów.

Pakiet ogłoszony przez komunistyczne władze podczas lipcowego weekendu pomógł tylko na chwilę. Kiedy tuż po wynikach greckiego referendum wszystkie europejskie parkiety traciły, chińska giełda na wieść o planie ratowania akcji wystrzeliła o 7 proc. Optymizm był jednak krótkotrwały. Już dwa dni później indeksy w Szanghaju spadały o 7 proc.

„The Telegraph” na początku lipca pisał wprost: Chiny zmierzają do własnej wersji wielkiego krachu, który wydarzył się w USA w 1929 r. Dzisiejszy azjatycki „czarny poniedziałek” przybliża nas do tej wizji. Aż strach przypominać, że w „czarny czwartek” 1929 r., gdy amerykańska giełda runęła, ludzie skakali z rozpaczy z wieżowców. To był moment, który rozpoczął wielki światowy kryzys.

źródło: http://biznes.pl/gielda/wiadomosci/czarny-poniedzialek-w-chinach-eksperci-mamy-prawdziwa-katastrofe/95nmz4

„Nawigatorzy Jutra” – Prawdziwa zmiana ekonomiczna jest możliwa

Jednym z moich założeń jakie postawiłem sobie przy prowadzeniu bloga jest przedstawianie i popularyzowanie nowatorskich idei z różnych dziedzin życia, które mają w sobie potencjał, aby przetransformować naszą rzeczywistość w pozytywnym kierunku, przywracając wszystkim ludziom upragnioną „normalność”, za którą wszyscy tęsknimy. Oprócz przybliżania i naświetlania mechanizmów systemu, które czynią nas niewolnikami, o wiele ważniejsze jest pokazywanie alternatywnych planów, pozwalających się z tego niewolnictwa wydostać. Dotyczy to szczególnie ekonomii, która jest główną globalną machiną zniewalającą populację ziemską.

Zachęcam Was do zapoznania się z czteropunktowym programem ekonomicznym „Nawigatorów Jutra” (http://nawigatorzy-jutra.pl). Program ten ma ogromny potencjał naprawy ekonomicznej naszego kraju. Otwartym umysłom, które widzą absurdy współczesnej ekonomii i chcieliby związać swoją przyszłość z budową nowej pro-ludzkiej ekonomii, proponuję zapoznanie się z programem podyplomowych studiów Warszawskiej Szkoły Zarządzania i Fundacji „Jesteśmy Zmianą” – „Nawigatorzy Jutra” (http://nawigatorzy-jutra.pl/studia-podyplomowe/)

Polecam poniższą rozmowę Izabeli Litwin (Nawigatorzy Jutra) z Pawłem Nogalem (Niezależna Telewizja). Jest tam mowa o czteropunktowym programie ekonomicznym „Nawigatorów Jutra”, który oparty jest na zupełnie nowej, alternatywnej myśli ekonomicznej, zawierającej wiele nowatorskich opracowań i pomysłów ekonomicznych. Obaj rozmówcy w prosty sposób uświadamiają jak ważne jest uświadomienie i przekonanie społeczeństwa do nowych opracowań i pomysłów. Zwracają także uwagę na to, że każdy Polak powinien najpierw zrozumieć zasady obecnej ekonomii – to jak pieniądz powstaje. Równie ważna rzeczą, o której jest mowa (wręcz fundamentalną) jest zrozumienie, że obecny system nie nadaje się do naprawy. Obok upadającej pod własnym ciężarem ekonomii, powinno się budować nową równoległą rzeczywistość ekonomiczną.

 

Uważam, że bardzo ważne jest rozpowszechniania wśród obywateli tego typu inicjatywy i informacji. Fajnie jakby jak największa ilość Polaków dowiedziała się o tym. Warto to promować z jednego głównego powodu. W rozmowach z ludźmi zauważyłem, że panują powszechne, betonowe przekonania, że ze współczesną ekonomią nie da się nic zrobić, że jesteśmy po prostu skazani na dyktaturę banków. Uwielbiam słuchać argumentów typu: „Banki były, są i będą, co zwykły człowiek może zrobić…” 🙂 Jeżeli spojrzymy na tego typu przekonania z perspektywy wpływu świadomości na rzeczywistość, łatwo zauważymy, że takimi przekonaniami sami zamykamy się na możliwość pojawienia się szansy na jakąkolwiek zmianę. Dlatego niezmiernie ważne jest aby w kolektywnej, zbiorowej ludzkiej świadomości – w polu morfogenetycznym ludzkości, zainstalowane zostały informacje, pokazujące, że istnieją inne modele ekonomiczne oraz, że nie musi być tak jak jest. To my ludzie musimy najpierw w swoich sercach i umysłach otworzyć się na zmianę. Uświadomienie sobie, że ekonomia wcale nie musi wysysać energii życiowej z ludzi, a może stać się narzędziem umożliwiającym godne życie każdemu, narzędziem kreującym rozwój jest pierwszym krokiem, który otworzy możliwość pojawienia się takiej idei w rzeczywistości.

 

„Wzrost” – dokument otwierający oczy na wiele ważnych spraw

Film dokumentalny „Wzrost” ma potężny przekaz, ponieważ zawiera mnóstwo informacji, które jak najprędzej powinny się przebić do świadomości społecznej. Oprócz precyzyjnie opisanych mechanizmach globalnej kontroli, znajdziemy także ważne informacje dotyczące rozwiązań wielu problemów, z którymi się obecnie zmagamy. Warty uwagi jest między innymi wątek na temat wolnej energii, której dystrybucja na masową skalę spowodowałaby ogromny skok cywilizacyjny.  „Wzrost” składa się z pięciu części:

1. Wprowadzenie

2.Odkrywając kod

3. Śladami pieniędzy

4. Odkrywanie planu globalnej dominacji

5. Tworzenie rozwiązań

Dokument ten otworzył oczy wielu moim znajomym, którym go pokazałem. Myślę, że w dobie medialnego kłamstwa i terroru, pozycja ta jest warta polecenia wszystkim osobom, którym nie jest obojętny los naszej Planety 🙂

Październikowy krach ekonomiczny wg ekonomisty Martina Armstronga

Polecam audycje niezwykle popularnego w USA dziennikarza Alexa Jonesa (www.infowar.com), który głownie skupia sie na demaskowaniu skorumpowanego, działającego przeciwko ludziom systemu. Gosciem audycji jest ekonomista Martin Armstrong (www.armstrongeconomics.com). Rozmowa dotyczy nadchodzacego kolapsu eknomicznego.

 

Wątki rozmowy:

– ostatnie już dokapitalizowanie banków (700 miliardów)

– tragiczna sytuacja Europy

– sekretne spotkanie elit bankowych w Londynie

– masowe załamanie ekonomii po październiku

– etapy i fazy krachu

– w jakim celu elity chcą wykorzystać kolaps?

Panika na giełdzie chińskiej

W czasie gdy my Europejczycy ekscytujemy się wydarzeniami w Grecji, Azjaci żyją tym co się dzieje w ostatnim czasie na chińskiej giełdzie. Poniżej podrzucam dwa artykuły, które pokazują nam, że załamywanie się ekonomii ma charakter globalny.

———————————————————————————————–

PANIKA NA CHIŃSKIEJ GIEŁDZIE

Przez ostatni tydzień świat ekscytuje się krachem na giełdzie w Chinach. Zamiast jednak podkreślać skalę przeceny, przedstawię Wam co generalnie działo się z chińską giełdą na przestrzeni ostatnich 2 lat. Jest to bowiem książkowy przykład zachowania inwestorów. Przeszliśmy w nim od długiego okresu tanich akcji, następnie burzliwego okresu wzrostu poprzez typową manię spekulacyjną. Obecnie na rynku zaczęła się ostatnia faza, czyli panika.

Giełda chińska przez ostatnie kilka lat była tania na tle konkurentów. W Europie, USA czy na wielu rynkach wschodzących wyceny akcji biły rekordy, do czego przysłużył się dodruk oraz zerowe stopy procentowe. Przed wzrostem cen broniły się tylko dwie giełdy: Szanghaj oraz Moskwa.

Na obu rynkach wyceny akcji w relacji czy to do wartości księgowej, czy do zysków kompanii były na poziomach niższych niż w Polsce w marcu 2009 roku (dno bessy). Inwestowanie w akcje nie interesowało nikogo poza wąskim gronem osób, które potrafiły dostrzec okazję. Sam przyznam się, że mimo iż wiedziałem, że wyceny akcji chińskich są na niskich poziomach, to nie zdecydowałem się w nie zainwestować obawiając się konsekwencji pęknięcia bańki na rynku nieruchomości.

W każdym razie, akcje na bardzo atrakcyjnych poziomach utrzymywały się przez ponad 3 lata. Wystarczająco długi okres aby zająć w nich pozycję i cierpliwie poczekać. Sytuacja zaczęła się zmieniać na początku 2014 roku, kiedy to ceny zaczęły rosnąć nadrabiając zaległości względem innych giełd. Nie było w tym nic dziwnego. Wielu globalnych inwestorów zdajac sobie sprawę z wysoki wycen w USA czy Europie zaczęło przenosić kapitał na tańszy rynek chiński.

W 2014 roku akcje na giełdzie w Szanghaju wzrosły o 60%, co odbiło się szerokim echem wśród Chińczyków, z których większość nigdy nie miała nic wspólnego z giełdą. Nagle każdy zapragnął zostać wielkim inwestorem bogacącym się wraz z cenami akcji rosnącymi w nieskończoność.

Zrzut_ekranu_2015-06-30_o_12.37_.34_Pierwsza połowa roku 2015 to już typowe objawy dla manii spekulacyjnej. Chińczycy masowo zaczęli otwierać konta brokerskie. W marcu uruchomiono ponad 4 mln nowych kont osobistych. Prawdziwe apogeum przyszło jednak w kwietniu. W ciągu zaledwie 1 tygodnia konta utworzyło 4,4 mln Chińczyków, po to aby za ciężko zarobione pieniądze kupić ekstremalnie przewartościowane akcje.

Zrzut_ekranu_2015-06-30_o_12.16_.04_Poniższy wykres doskonale obrazuje efekt jaki wywołał tzw. „dump money” rzucając się do zakupów akcji. O ile indeks największych spółek CSI-300 (największe spółki) wzrósł od poczatku roku o kolejne 60%, o tyle Chinext (odpowiednik amerykańskiego Nasdaq’a) poszybował o niebywałe 170%. Wszytko w ciągu niecałych 6 miesięcy.

Zrzut_ekranu_2015-06-30_o_12.22_.59_

Ostatecznie w połowie czerwca rynki w Chinach osiągnęły swoje wieloletnie maksima. Uśredniony współczynnik cena/zysk dla Chinext’u przekroczył poziom 60.

Dla przypomnienia wskaźnik powyżej 20 oznacza bardzo drogie akcje.

Stan manii doskonale odwzorowywały także wyniki nowych emisji akcji, czyli IPO (Initial Public Offering). Gdy nowa firma zamierza pozyskać kapitał z rynku emituje akcje. Jednocześnie aby znaleźć kupców cena akcji musi być na rozsądnym poziomie. W ostatnich miesiącach popyt na nowe akcje był tak duży, że średni wzrost ceny w ciągu miesiąca od upublicznia akcji wyniósł 260%. Kupujemy akcje nowonotowanej spółki, powiedzmy po 100 CNY, tylko po to aby po 30 dniach odsprzedać je po 360 CNY. To się nazywa zwrot z inwestycji!

Dług zaciągnięty na zakup akcji w relacji do kapitalizacji giełdy także osiągnął rekordowy poziom 4,2% bijąc na głowę giełdę w USA.


Bańka ostatecznie pękła.

W ciągu kolejnych dwóch tygodni szeroki indeks akcji stracił 22% i jest to najbardziej gwałtowny spadek na przestrzeni 15 lat. Najbardziej napompowany indeks spółek technologicznych Chinex stracił w tym czasie aż 32%, a pole do spadków nadal pozostaje ogromne. Nagle uliczni inwestorzy zobaczyli, że ceny akcji niekoniecznie muszą poruszać się wyłącznie w jednym kierunku.

W opisywanych krachu nie ma absolutnie nic dziwnego. Jest czymś zupełnie normalnym, że tzw. smart money przenosi się z jednych rynków na inne. Im wyższe mamy ceny akcji, tym mniejszy potencjał pozostaje do ich dalszych wzrostów a jednocześnie rośnie nam ryzyko korekty czy bessy. Globalny kapitał zazwyczaj w takiej sytuacji przenosi się na inne tańsze rynki, podczas gdy lokalni inwestorzy zostają z akcjami kupionymi po bardzo zawyżonych cenach.

Sytuacja na Chinext bardzo przypomina Nasdaq z 2000 roku. Uliczni inwestorzy, którzy na fali kupili akcje na szczycie musieli czekać do 2015 roku aby nominalnie odrobić straty. Siła nabywcza dzisiejszych dolarów jest jednak zupełnie inna niż 15 lat temu.

Niech to, co się stało w ciągu ostatnich 2 tygodni na giełdzie w Chinach będzie małą lekcją dla osób, które chciałyby obecnie wrócić na rynek akcji rekompensując sobie stracony czas. Globalny rynek akcji jest w ostatniej fazie hossy, która przy okazji jest najdłuższa od 80 lat. Tanich akcji obecnie jest jak na lekarstwo. Poza rynkiem rosyjskim oraz spółkami zajmującymi się wydobyciem złota i srebra w zasadzie wszystkie akcje są drogie. Udział akcji w moim portfelu spadł bardzo wieloletnich minimów. Pamiętajmy, że typowa hossa jest 3-4 razy dłuższa niż bessa. Tym samym spadki cen akcji są dużo gwałtowniejsze od ich wzrostów. Czasami dużo lepiej jest  stanąć z boku miesiąc za wcześnie niż dwa dni za późno.

Trader21

Zrzut_ekranu_2015-06-30_o_12.21_.25_źródło: http://independenttrader.pl/368,panika_na_chinskiej_gieldzie.html

—————————————————————————————————————–

Chiny ratują giełdę przed krachem. Wyparowało już 2,8 mld dolarów

Jedyną giełdą, która w poniedziałek rano nie przestraszyła się Grecji były Chiny. W czasie, gdy na pozostałych parkietach wystraszeni inwestorzy sprzedawali akcje, chiński indeks Shanghai Composite zaczął dzień od 7-procentowych wzrostów. Co prawda we wtorkowy poranek notował on już spore spadki, jednak reakcja inwestorów na wynik greckiego referendum była nietypowa. Dlaczego? Chińczycy wcale nie zwariowali. Sytuacja na tamtejszym rynku jest tak słaba, że chińska Rada Państwa postanowiła ją ratować przed utonięciem, wdrażając nadzwyczajny program interwencyjny. W ciągu niespełna miesiąca z chińskiej giełdy wyparowało bowiem 2,8 mld dol.

adb05d41ebfcf0a5a19b1bd5e2822818

Wyniki greckiego referendum wywołały w poniedziałek falę spadków na giełdach. Indeksy od Azji po Europę czerwieniły się, jak po ugryzieniu, ale nie na tyle mocnym, by polała się krew. Jednak na tej czerwonej mapie była jedna zielona wyspa. I nie, nie była nią Polska. To Chiny. W czasie kiedy inwestorzy na pozostałych parkietach w strachu, a przynajmniej niepokoju sprzedawali akcje, Chińczycy je kupowali.

Japoński indeks giełdowy Nikkei 225 w poniedziałek rozpoczął notowania od spadku o 1,5 proc., a około godziny 6.00 polskiego czasu wskaźnik dla całego regionu Azji i Pacyfiku (MSCI Asia Pacific Index) tracił 2,1 proc. Nie jest to jeszcze panika, ale to największy spadek od ponad roku.

W tym samym czasie indeks Shanghai Composite zaczął tydzień od 7-procentowych wzrostów! To efekt programu interwencyjnego, jaki zapowiedział chiński rząd.

„To było istne szaleństwo”

Chińska giełda jest przegrzana. – W ciągu roku, od lata ubiegłego roku do 12 czerwca br., indeks Shanghai Composite wzrósł z 2 tys. punktów do ponad 5 tys. punktów – to ponad 150 proc. wzrostu w rok. To było istne szaleństwo i dmuchanie bańki na giełdzie – wskazuje Piotr Kuczyński, główny analityk firmy Xelion. – Nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z bańką na chińskim rynku i wiadomo było, że korekta musi nadejść – dodaje.

I nadeszła. 12 czerwca główny indeks giełdy w Szanghaju zaczął tracić. Do zeszłego tygodnia, czyli w ciągu trzech tygodni stracił 25 proc., a z rynku wyparowało w ten sposób 2,8 mld dol. Partia najwyraźniej przestraszyła się tak gwałtownych spadków i postanowiła przyjść z odsieczą.

W czasie, gdy w Grecji z desek zbijano ostatnie urny do głosowania w niedzielnym referendum, chińskie władze ogłosiły nadzwyczajny program interwencyjny składający się  z czterech elementów.

Państwowe firmy zmuszone do kupowania akcji

Po pierwsze państwowe firmy i fundusze zobowiązały się do skupu akcji, gdy indeks Shanghai Composite będzie poniżej poziomu 4,5 tys. punktów. – To oczywiście nie zostało powiedziane wprost, ale między wierszami można wyczytać, że to jest właśnie poziom, którego będzie bronił chiński rząd – twierdzi Maciej Jędrzejak, dyrektor zarządzający Saxo Bank w Polsce.

Zakup akcji na kredyt

Drugim elementem pakietu chińskiego jest wsparcie banku centralnego Chin dla firm, które zajmują się dystrybucją kapitału do inwestorów, a mówiąc wprost, które udzielają inwestorom pożyczek na zakup akcji . – Oficjalny komunikat mówi jedynie, że Ludowy Bank Chin będzie wspierał aktywnie China Securities Finance Corp., szczegóły jednak nie są znane – mówi Jędrzejak.

19 mld dol. w funduszu ratunkowym

Trzecim elementem jest stworzenie dodatkowego funduszu ratunkowego. Zrzucić ma się na niego 21 brokerów, każdy po 15 proc. swoich aktywów netto, jednak nie mniej niż 120 mld juanów, czyli ok. 19,3 mld dol.

– Wbrew pozorom, fundusz nie będzie służył wspieraniu upadając brokerów, powiedzmy na wzór Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, ale ma służyć skupowaniu akcji spółek o największej kapitalizacji – tłumaczy Jędrzejak z Saxo Banku. Chodzi po prostu o to, żeby podbijać wyceny spółek na giełdzie. Poza tym brokerzy mają skupować własne akcje.

IPO do zamrażarki

Po czwarte zaś Rada Państwa, odpowiednik rządu, zadecydowała w weekend o zamrożeniu nowych IPO. Na razie ma to dotyczyć 10 planowanych debiutów na giełdzie w Szanghaju i 18 na parkiecie w Shenzen. To właśnie IPO w ostatnim czasie były częściowo odpowiedzialne za spadki na giełdzie, bo inwestorzy kierowali swoje środki w nowe emisje, przez co popyt na akcje już notowane spadał.

– Z drugiej strony chiński regulator rynku jeszcze niedawno mówił o zwiększeniu liczby IPO, żeby schłodzić nieco nastroje i zapobiec długim hurraoptymistycznym wzrostom – wskazuje Arkadiusz Trzciołek, analityk X-Trade Brokers. Wygląda na to, że schłodzenie udało się władzom aż za dobrze i teraz pozostało już tylko głębokie mrożenie.

Na jak długo IPO pozostaną w zamrażarce, nie wiadomo. Być może póki indeks Shanghai Composite nie wróci do pożądanego poziomu 4,5 tys. pkt.

Efekt? Nawet Grecja nie wystraszyła Chińczyków

Czteropunktowy plan interwencyjny to na razie w większości tylko słowa, ale i one okazały się skuteczne. Klasyczna werbalna interwencja.

– Biorąc pod uwagę sam fakt zaistnienia tej interwencji i moment, w którym została zastosowana, to robi wrażenie. Widać, że interwencja odniosła krótkotrwały skutek i ten ruch chińskich władz zahamował spadki, a w poniedziałek w nocy czasu polskiego mieliśmy nawet solidne wzrosty. To są jednak na razie słowa i jeśli chodzi o wielkość środków zaangażowanych w ratowanie giełdy, mogli się panowie bardziej postarać. Aż dziw bierze, że to zadziało – komentuje dyrektor polskiego oddziału Saxo Banku.

Zdaniem Jędrzejaka sytuacja uspokoiła się tylko na chwilę. – Nie wydaje mi się, żeby te działania dały rezultaty na dłużej niż w perspektywie kilkunastu dni, tym bardziej, że sytuacja geopolityczna też nie pomaga – mówi analityk.

I może mieć rację, bo po 7-procentowych zwyżkach na otwarciu chińskiej giełdy, na jej zamknięciu pozostał tylko ślad. Chiński indeks giełdowy zakończył poniedziałkową sesję wzrostem jedynie o 2,4 proc., a w trakcie dnia znajdował się nawet chwilami pod kreską. Inwestorom już zaczynało brakować pary. Gorzej było we wtorkowy poranek – indeks Shanghai Composite notował już spore spadki.

Spokojnie, Chińczycy to hazardziści

Czy 19 mld dolarów i zamrożenie IPO wystarczy, żeby zapobiec dramatowi na chińskim parkiecie? Większym optymistą jest Piotr Kuczyński. – Jak na razie wystarczyło to zaledwie na dwuprocentowy wzrost. Nie wierzę w skuteczność tego rodzaju działań w wykonaniu władz, ale dałbym jednak szansę normalnym siłom rynkowym – mówi Kuczyński. – Chińczycy to hazardziści, w tym kraju zakłada się kilkadziesiąt milionów rachunków maklerskich miesięcznie, więc ma kto kupować akcje. Fundusz ratunkowy może jedynie ustabilizować sytuację, resztę zrobią sami inwestorzy – dodaje.

Analityk uspokaja, twierdząc, że krach na chińskich akcjach właściwie już był, w czerwcu przecenił akcje o jedną czwartą i nic strasznego się nie wydarzyło. – Wydaje mi się, że dla reszty świata nie ma to zbyt wielkiego znaczenia. Indeks chińskiej giełdy spadł w zaledwie trzy tygodnie z 5170 pkt do 3600 pkt., czyli o ponad 25 proc. i nic strasznego na świecie się nie stało. Owszem, Chiny długo będą odrabiać te straty, ale świat teraz wpatruje się w Grecję i Fed, dlatego Chiny nie są na celowniku – komentuje analityk Xeliona.

Nie tylko Chiny mają problem

Problem Chin to nie tylko problem spadku cen akcji. To konsekwencja. Chińska gospodarka spowalnia. Zmniejszenie popytu na miedź i rudy żelaza, do tego przekierowanie gospodarki z eksportu na popyt wewnętrzny i postawienie w produkcji na jakość, a już nie ilość – to wszystko odbija się na wzroście PKB, który w tym roku ma spowolnić do 7 proc.

Do tego wspomniany wyżej Fed i Grecja, o której jeszcze długo nie zapomnimy. To wszystko powoduje, że inwestowanie w akcje staje się coraz bardziej ryzykowne i to nie tylko w Chinach, ale również na pozostałych rynkach.

– W tym kwartale wchodzimy w taki okres, że rozsądniej będzie wstrzymać się od inwestycji, bo czynników ryzyka jest wiele, od napiętej sytuacji w Europie, nazywanej dziś kryzysem greckim, a nieopanowanej od kilku lat, po zmieniającą się politykę Fed – przestrzega Maciej Jędrzejak, dyrektor zarządzający Saxo Bank w Polsce. I przypomina, że już w maju 2013 roku Ben Bernanke mówił o podnoszeniu stóp procentowych w USA. – Wszyscy wiedzą, że wyższe stopy będą ochładzać gospodarkę i jest to zagrożenie dla rynków, dlatego ciągle się o tym tylko mówiło i przygotowywało rynki na ten scenariusz, ale w końcu stanie się to faktem – mówi Jędrzejak.

– Poniedziałkowy 2-proc. wzrost indeksu Shanghai Composite to tylko korekta przed dalszymi spadkami, a rynek chiński wkrótce nie będzie jedynym spadającym – przestrzega dyrektor Saxo Banku.

W najgorszym scenariuszu to może być początek fali wyprzedaży, która właśnie zaczyna się w Azji, ale wyjdzie daleko poza nią.

Agata Kołodziej, Dziennikarka Onetu i Biznes.pl

źródło: http://biznes.onet.pl/gielda/wiadomosci/chiny-ratuja-gielde-przed-krachem-wyparowalo-juz-2-8-mld-dol/ne8gsv

Co się dzieje dziś w Grecji

Artykuł ze strony: http://www.zmianynaziemi.pl.

—————————————————————

NADCHODZI GRECKI ARMAGEDON – BANKOMATY WYPŁACAJA TYLKO 60 EURO DZIENNIE

Szaleńczy bieg na banki, który trwa od kilkunastu dni w Grecji wymusił radykalne kroki ze strony rządzących. Obecnie posiadacze greckich kont bankowych mogą wybrać 60 euro dziennie na osobę. Kraj ten zdaje się zmierzać drogą Cypru. Trwa też rozgrywka polityczna Grecji z jej wierzycielami.

18578190_sgreece

Telewizyjne newsy pełne są katastroficznych pytań na temat tego co stanie się z Grecją, która nie dość, że zadłużyła się ponad miarę, to jeszcze odmawia drakońskich reform narzucanych przez UE, wskazując, że ich długi są niespłacalne tak jak wcześniej zrobili Islandczycy. Innymi słowy rządząca Grecją partia planuje iść inną drogą niż zaplanowali to biurokraci z Brukseli.

 

Grecy trzymają w szachu Strefę Euro, bo właściwie z ich powodu powinno dojść do dewaluacji tej waluty. Na to jednak nie mogą się zgodzić bogate państwa czerpiące zyski z istnienia Euro, jak Niemcy. Z tego powodu trwa gorączkowe przygotowywanie do wyjścia Grecji ze Strefy Euro, ale zanim do tego dojdzie będziemy wciąż słyszeć o kolejnych, już na pewno „ostatnich”, rozmowach ostatniej szansy.

CIogpmUUcAANsfy.jpg large

Teraz grecki premier Aleksis Cipras zagrał Va Banque i ogłosił na 5 lipca referendum, w którym obywatele mają się wypowiedzieć czy chcą dyktatu Europejskiego Banku Centralnego w zakresie problemu z greckim niespłacalnym długiem. Problem jest tak wielki, że aby ratować europejskie banki, które „zmoczyły” w greckich obligacjach, narzucono, że nawet biedniejsze kraje z UE, jak Polska, zrzuca się na Grecję. Polska ma podobno zapłacić 26 mld złotych.

 

Unijni politycy wskazują na to, że z socjalistycznymi populistami, którzy przejęli władzę w Grecji nie ma pola do porozumienia. Socjaliści brukselscy narzekają, że ich greccy odpowiednicy nie chcą nawet słyszeć o cięciach w emeryturach czy podwyżkach VAT na elektryczność i usługi turystyczne. Często wskazuje się jako przykład Łotwę, która przyjęła dyktat UE i obecnie rzekomo z tego powodu wychodzi na prostą.

 

Wyjście Grecji ze Strefy Euro jest już chyba przesądzone, a powrót drachmy to świetna wiadomość dla turystów. Po prostu grecka oferta wakacyjna stanie się przez chwilę bardzo tania. Potem jednak zacznie działać niewidzialna ręka rynku i Grecy, o ile zaczną uczciwie pracować, wyjdą na prostą i nie będą musieli być brukselskimi parobkami za kolejne kilka miliardów euro finansowej kroplówki, która doprowadzi do jeszcze większego uzależnienia od ośrodków zagranicznych.

źródło: http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/nadchodzi-grecki-armagedon-bankomaty-wyplacaja-tylko-po-60-euro-dziennie?utm_source=twitterfeed&utm_medium=facebook